Dodatek dla uczniów
Uśmiechnij się || Kącik Patriotyczny || Moja Pasja || Gdybym mógł zmienić na świecie jedną rzecz
to... || Nasze Zwierzęta || Świąteczne ankiety || Ciekawostki dla ciekawskich
Kącik Patriotyczny
MARCIN KOZERA
(fragment II)
Marcin poznaje siebie - budzenie się świadomości narodowej
Marcin długo miał wątpliwości, kim naprawdę jest. Wychowany w Anglii czuł
się Anglikiem. Z czasem zaczął mieć wątpliwości, czy ma prawo pysznić się
Anglią. Odpowiedź nadeszła na lekcji geografii w angielskiej szkole. Gdy nauczyciel
objaśnia, że Polski nie ma, on wstał i głośno powiedział:
- Polska jest, proszę pana, ja jestem Polakiem
Marcin łobuzował się i uczył na przemian, ale pod spodem wesołego życia
nurtowały wciąż pytania wcale niełatwe do odpowiedzi. Gniewał się na to.
- Dlaczego - mówił sobie - u wszystkich jest tak zwyczajnie? Każdy
wie od początku, kim jest, a ja się muszę tak męczyć.
Raz na lekcji geografii, rano, w angielskiej szkole, siedział i nie uważał,
pogrążony w tych właśnie myślach. Nie wiedział wcale, że wyjaśnienie wszystkich
tych pytań sunie właśnie ku niemu i co minuta jest bliżej.
Nadeszło w chwili, kiedy nauczyciel zaczął mówić:
- Z Niemcami graniczy tu Rosja, a tu Austria. Kiedyś była tu Polska, ale
teraz już dawno jej nie ma.
Nie wiadomo jakim sposobem Marcin, który nic nie uważał, usłyszał
dobrze te słowa. Było tak, jakby każde z nich uderzyło go prosto w serce.
Jak gdyby były mówione do nikogo na świecie, tylko do niego samego,
do Marcina Kozery.
Ach! Więc to tak. On się waha i nie wie, czy jest Anglikiem, czy Polakiem,
on się tak męczy, a inni powiadają, że nie ma po prostu Polski. Jak to? Nie
ma tego, co w jego sercu wznieca od całych miesięcy taką burzę?
Poczuł, że został wyzwany. I że trzeba natychmiast odpowiedzieć.
To jest ostatnia chwila.
Wszystkie słowa, które mówiła pani, wszystkie marzenia. ojca,
wkroczyły nagle do jego serca i zakołysały nim jak dzwonem, dzwonem na trwogę.
Już wiedział, co znaczy: Bądź dzielnym człowiekiem. Już wiedział, co znaczy,
kiedy kraj jest w niewoli. Nie ma wtedy przyjaciół. Ma takich, co mówią:
A teraz Polski już nie ma. To znaczy, że dzieci wolą się stroić w cudze pióra.
Słowa nauczyciela były ostatnią kroplą padającą w serce Marcina już dawno
przepełnione. Kropla padła, serce wystąpiło z brzegów, tak jak rzeka
na wiosnę.
Zapłoniony i drżący wstał i znów natychmiast usiadł owładnięty tchórzostwem.
Bał się szalenie.
Lecz przezwyciężył się. Wstał po raz drugi.
Rzekł głośno:
- Polska jest, proszę pana. Ja jestem Polakiem.
Te słowa były tak dobitne, że wszyscy koledzy obrócili się w stronę
Marcina; naturalnie możecie się domyślać, że byli radzi niespodziewanej przerwie.
Nauczyciel był zaskoczony i milczał.
Wtedy Marcin powtórzył głośniej:
- Ja jestem Polak, proszę pana, czy pan nie słyszy?
- Słyszę. Nie podnoś głosu, mój chłopcze. Nigdy tego nie mówiłeś.
Nie wiedziałem nawet, że umiesz po polsku. Marcin spąsowiał.
- Uczę się - odparł z niejakim trudem, ale po chwili pchnięty niepokonaną
siłą, zaczął mówić:
- Zresztą to tym bardziej świadczy, że Polska jest, jeżeli przyznają się
do niej nawet tacy jak ja. Ja nie umiem dobrze po polsku i mogę być Anglikiem.
I kocham Anglię. Ale mój ojciec jest Polakiem. I ja nie opuszczę Polski
w nieszczęściu. I nawet wrócę do niej. A ona będzie potem wolna i potężna
jak Anglia - i ja będę miał prawo pysznić się nią. Ja ją kocham. Kocham.
Rzecz tę Marcin powiedział jednym tchem jak w natchnieniu. Nie wiedział,
skąd mu się wzięła. Nauczyciel milczał i chłopcy jakoś nie hałasowali.
Zdawało się, że Marcin odwinął poły płaszcza i ukazał im się nagle w całej
swej krasie po raz pierwszy, tak że zostali olśnieni. Dopiero po chwili nauczyciel
rzekł:
- Dziękuję ci. Usiądź. Jesteś dzielnym człowiekiem.
I zwrócił się do całej klasy:
- Chłopcy! Naród, który ma takich synów, zasługuje
w każdym razie na szacunek. Chłopcy! Trzy okrzyki dla Marcina Kozery i za
pomyślność jego ojczyzny.
I chłopcy krzyczeli trzy razy: - Heep! Heep! Heep! Hura!
Marcin powracał ze szkoły jak na skrzydłach.
- Kocham ją! - powiedział bez związku. - Kocham ją! Kocham ją!
W domu skoczył ojcu na szyję, mówiąc:
- Tatusiu! Tatusiu! Jestem szczęśliwy! Jestem szczęśliwy! Jedziemy do Strzałkowa!
Jedziemy do Strzałkowa!
- A co, możeś wygrał na loterii? - pytał ojciec ze śmiechem.
- Wygrałem! Wygrałem! Wygrałem, tatusiu! Daleko jeszcze do wieczora?
Było dość daleko, ale Marcin nie mógł wytrzymać. Na długo przed otwarciem
Domu Polskiego siedział przed nim na ławce, gwiżdżąc i oczekując. Podczas
lekcji powiedział do Krysi:
- Już wiem, kim jestem. Czy będę mógł ożenić się z tobą, jak dorosnę?
- Naturalnie - odparła bez namysłu.
- Tak - mruknął z zarozumiałością prawdziwego chłopca - ale ty byś pewnie
powiedziała to samo, gdybym został Anglikiem.
- Wcale nie. My niedługo wyjedziemy stąd do Łowicza. Więc bym cię wcale
nie znała, gdybyś był Anglikiem.
Marcin zbladł. Rzekł spiesznie:
- Poproszę ojca, żebyśmy też zaraz jechali do Strzałkowa. Czy to daleko
od Łowicza?
- Marcin, Marcin! Co się znowu stało! Cóż to za rozmowy? Jest lekcja
- ze zdumieniem przerwała mu pani.
- Chodź tu zaraz. Pokaż to, coś miał napisać.
Marcin wyszedł i pokazał swoje zdanie.
Pani spojrzała na godzinę, rzekła do dzieci:
- Możecie już iść. Już siódma - i pochyliła się nad ćwiczeniami Kozery.
W hałasie, który powstał, Marcin zbliżył się do
pani i szepnął:
- Bo ja już, proszę pani, wiem, kim jestem... Bo dziś w angielskiej szkole...
Jeżeli pani pozwoli, to opowiem. Bo ja już wiem.
Pani położyła mu rękę na ramieniu.
- Byłam tego pewna, Marcinie. Już dawno...
- Ale pani wie?.. Bo pani mi nie daje opowiedzieć. Pani na pewno wie, kim
jestem?
Pani schyliła się do niego i tak samo szeptem, poufnie
powiedziała:
- Na pewno wiem
Źródło: „Kocham Cię Polsko, kraju mój
rodzinny” Antologia poezji i prozy patriotycznej
|