Anegdoty z dziejów Polski
Wiek XVII
Hetman Stanisław Koniecpolski (1591-1646), jeden z najznakomitszych
wodzów polskich w XVIII wieku, jąkał się i mówił z wysiłkiem.
Dlatego żołnierze mawiali, że „Pan Stanisław wprzódy uderzy niż wymówi”.
Król Władysław IV nie cierpiał długich, kwiecistych mów, tak
modnych w jego epoce. W 1636 roku przybył do Kowna, gdzie powitał go miejscowy
wójt łacińską perorą długą i zawiłą, którą zakończył słowem
„dixi” (powiedziałem). Na to król szeptem dodał stojącemu obok kanclerzowi:
„sed nihil ad rem” (ale nic do rzeczy).
Wiek XX
Pisarz Kornel Makuszyński (1884-1953) był zapalonym brydżystą.
Gdy go kiedyś zapytano, czy gra na fortepianie, stwierdził: „Bardzo rzadko,
bo nie lubię, gdy mi się karty ślizgają…”.
Podczas obrad sejmu (mowa o okresie międzywojennym 1918-1939) jeden z młodych,
zapalczywych posłów endeckich w trakcie wysłuchiwania wystąpienia
reprezentanta przeciwników politycznych, nagle zerwał się z ławy i
zakrzyknął: „Ależ oni mają rację!”. Starszy kolega ściągnął go z powrotem
na miejsce i odrzekł trzeźwo: „Ale my mamy większość”.
W początkach XX wieku w radzie miejskiej Stanisławowa odbywała się debata
nad oświetleniem ulic miasta, bo mieszkańcy żalili się na panujące ciemności.
Sprawę uciął swym wystąpieniem burmistrz, który doszedł do wniosku,
że porządni ludzie wieczorem siedzą w domu albo śpią, a po ulicach włóczą
się wtedy tylko podejrzane typy i osobnicy wiodący hulaszczy tryb życia –
zatem ułatwianie im birbantek byłoby niemoralne
i mijałoby się z celem.
Wiek XX po 1939
Słynny pianista Artur Rubinstein (1887-1982) zapytany kiedyś
o to, co sprawiało mu największą trudność, gdy zaczynał się uczyć gry na
fortepianie, odpowiedział: „Opłacanie lekcji”.
Słynny śpiewak polski Jan Kiepura (1902-1966) nie należał do osób
najskromniejszych. Kiedyś zadzwonił do swego brata Władysława. Ten podnosząc
słuchawkę, dla kawału się przedstawił: „Tu największy tenor polski”. Na to
Jan: „O, do licha, połączyłem się z samym sobą…”.
Zebrała Violetta Pieniak
|